Sobota, 20 Marca 2010 Imieniny: Aleksandra, Klaudia, Anatol Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Gliwice >> Sport >> Rozmowa z Agnieszką Radwańską, najlepszą polską tenisistką

Rozmowa z Agnieszką Radwańską, najlepszą polską tenisistką

Polska Dziennik Zachodni Hubert Zdankiewicz

2010-02-09 09:04:53

3:0 i 40:15 w drugim secie, potem trzy meczbole w tie-breaku. Aż trudno uwierzyć, że nie udało się pani pokonać Yaniny Wickmayer.

W tenisie tak czasem bywa. Kim Clijsters przegrała kiedyś półfinał Australian Open z Sereną Williams, prowadząc 5:1 w decydującym secie. Mnie też zdarzały się już spotkania, w których miałam meczbole, a mimo to schodziłam z kortu pokonana. Nie da się jednak ukryć, że trochę zawaliłam. Powinnam wygrać.


Czego zabrakło?

Jednej piłki. Tak niewiele i tak wiele zarazem. Wiem, że to małe pocieszenie, ale pokazałyśmy obie tenis na poziomie pierwszej dziesiątki na świecie, więc kibice na pewno się nie nudzili. Porażki nic im jednak nie osłodzi. Nam również, bo dobrze wiedziałyśmy o co walczymy. Zwycięstwo nad Belgią dawało nam baraże o awans do najwyższej grupy Fed Cup. Teraz będziemy musiały walczyć o utrzymanie w drugiej grupie.


Mecz z Belgią to już historia. Jakie są pani indywidualne plany na najbliższe tygodnie?

W środę lecę już do Dubaju na turniej z pulą nagród 2 mln dolarów Później wracam do Polski, a potem znów wyjeżdżam. Tym razem do Indian Wells i Miami.


Jak ocenia pani początek sezonu?

Mam mieszane uczucia, zwłaszcza po Australian Open. Z jednej strony duże rozczarowanie, bo w singlu odpadłam już w trzeciej rundzie. Z drugiej jednak dotarłam do półfinału debla.


To jednak ponoć dla pani przede wszystkim dobra zabawa?

To prawda, ale na poziomie półfinałów Wielkiego Szlema żarty się kończą. Tu sukcesem jest nawet dotarcie tak daleko w mikście. Konkurencja też jest silna, więc na pewno możemy mieć z Marią (Kirilenko - red.) powody do zadowolenia, choć na codzień priorytetem jest dla każdej z nas gra pojedyncza.


Czy ma już pani tarczę do darta ze zdjęciem Włoszki Franceski Schiavone?

Na razie nie, ale pomyślę, pomyślę (śmiech). Poważnie jednak mówiąc, mam nadzieję, że w końcu zrewanżuję się jej na korcie.


Co w niej takiego jest, że nie potrafi Pani z nią grać. Cztery mecze, cztery porażki (ostatnia w Melbourne - red).

Nie leży mi jej styl, a ona o tym wie i zawsze czuje się pewnie, gdy widzi mnie po drugiej stronie siatki. Czuje, że ma nade mną psychologiczną przewagę. Cóż mogę powiedzieć - każdy ma swoją osobistą zmorę, nawet taki geniusz jak Roger Federer. Szwajcar kompletnie nie umiał kiedyś grać z Davidem Nalbandianem. Był moment, że miał z nim bilans 0:5. W końcu jednak przełamał swój kompleks.


By w 2005 r. przegrać z Argentyńczykiem finał Masters Cup.

Pamiętam. Zaskoczenie było tym większe, że Nalbandiana nie było pierwotnie nawet wśród rezerwowych. Przyjechał niemal prosto z plaży. Sami widzicie jak czasem bywa.


Co pani myśli o Federerze. Nie jest pani czasem zaskoczona tym co wyprawia na korcie?

Nawet nie czasem. Dla mnie to fenomen. Ktoś taki jak on rodzi się raz na milion lat. Łatwość, z jaką uderza każdą piłkę i jego klasa na korcie są niesamowite.


Czy jest ktoś podobny w kobiecym tenisie?

U nas jest trochę inaczej. My baby, jak wiadomo, jesteśmy zmienne. Wszystkiego można się po nas spodziewać. Wygrywa raz jedna, raz druga.


Złośliwi mówią, że to zależy od tego co która bierze. Nie ma pani czasem uczucia, że bije głową w mur, bo bez wsparcia farmakologicznego wyżej zajść się już nie da?

Niezręcznie mi o tym mówić, bo to śliski temat. Oficjalnie nikogo przecież w kobiecym tenisie za rękę nie złapano. Wpadła Martina Hingis, ale u niej wykryto kokainę, a nie środki przyspieszające przyrost mięśni.


Mariusz Fyrstenberg przyznał kilka lat temu, że po fali dopingowych wpadek u Argentyńczyków tenisiści zaczęli patrzeć na siebie wilkiem w szatni. Jak jest u kobiet?

Damska szatnia to miejsce, w którym rozmawia się nie tylko o tenisie, wiadomo, że kobiety lubią poplotkować. Każda zauważy, że inna zmieniła fryzurę, przytyła, schudła czy "przypakowała". To jednak nie wychodzi poza szatnię. Swoje wiemy, ale to zostaje między nami.


Więc jednak istnieje problem?

Odpowiem tak - w każdej dziedzinie życia znajdą się ludzie, którzy będą dążyć do sukcesu na skróty. W tenisie tym bardziej, bo gra toczy się przecież o ogromne pieniądze. Nie da się tego całkiem wyeliminować, nie pomogą żadne przepisy czy kontrole. Doping to zresztą nie wszystko, bo jest wiele innych rzeczy. Na poziomie juniorskim smutną normą jest np. fałszowanie aktów urodzenia.


Co z pani ręką?

Od operacji minęły trzy miesiące, nie tak znowu długo. Lekarz tłumaczył mi, że to się może goić nawet pół roku. Na pewno nie pomaga mi fakt, że cały czas gram. Najgorsze jest to, że nie ma reguły. Raz gram dużo i nic mi nie dolega, a potem zaczyna mnie boleć po jednym meczu.
strona: 1 z 1
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE

przewiń w lewo przewiń w prawo